czwartek, 30 maja 2019

Zoja i jej pisklak | jak zareagowała na nowego człowieka?

Dostaję od Was dużo pytań odnośnie psa. Jak sunia zareagowała na Iwka? Co zrobiła jak przynieśliśmy małego do domu? Jak się zachowuje i czy jest zazdrosna? Czy lubi nowego człowieka? Zacznę od tego, że nie mieliśmy żadnych obaw, nie martwiliśmy się zupełnie o to jak to będzie po porodzie, nie czytaliśmy porad, nie nastawialiśmy się negatywnie na spotkanie psa z noworodkiem. Sunia jest z nami 3,5 roku. Śpi z nami w łóżku, wyleguje się na kanapie, wszędzie z nami wyjeżdża, mówimy do niej jak do człowieka, z pewnością myśli też, że nim jest. Mieliśmy już w domu zatem jedno dziecko, w dodatku totalną jedynaczkę. 
Pierwsza reakcja na Iwka? Przynieśliśmy go do domu w foteliku, postawiliśmy na podłodze w przedpokoju i czekaliśmy. Sunia najpierw nie zwróciła na niego uwagi, była tak za mną stęskniona, że nic innego nie miało znaczenia. Potem z ciekawością go wąchała. Jak położyliśmy młodego na łóżku żeby się zapoznali to chciała się z nim bawić, skakała dookoła niego, ale jednocześnie bała się każdego jego ruchu i szybko się odsuwała. Bardzo zabawnie to wszystko wyglądało. Iwek jak to Iwek, grzecznie sobie leżał i gadał jak pisklak.
Od następnego dnia zapanowała totalna, bezgraniczna miłość do malucha. Nie odstępuje go na krok, przybiega do Iwka jak ten zaczyna płakać, chodzi za nami po domu, jak mały płacze to Zoja musi go powąchać żeby sprawdzić czy nie robimy mu krzywdy. Jak Iwo leży na kanapie, na kanapie jest też Zoja, jak Iwo jest w łazience, to łazience jest też Zoja, jak przebieramy pampersa, to zawsze mamy towarzystwo. Jak Iwo puszcza bąki i robi kupę to Zoja siedzi i kręci głową słysząc takie dziwaczne dźwięki, a potem podchodzi i wącha, prześmieszne to wyglada. Jak przebieramy się na przewijaku to mamy rytuał, że trzeba dać Zojce pisklaka do powąchania żeby sprawdziła czy wszystko z nim ok, inaczej podskakuje z czterech łap i płacze. Jest bardzo delikatna i czujna na nasze reakcje. Nie skacze po nim, nie włazi na niego, nie kładzie się na nim. Nie było ani razu przez te 10 dni sytuacji kiedy musieliśmy odsuwać psa od malucha. Nie licząc momentów kiedy Zoja chciałaby zalizać na smierć z miłości, dosłownie. 
Znalazłam idealne zdjęcie do tego co chcę napisać haha. Jest jeden szkopuł, czy jedna rzecz, która potrafi być denerwująca. Sunia jest bardzo zazdrosna. Ale nie w negatywnym stopniu, po prostu jak karmię Iwka, jak trzymamy go na rękach, trzeba mieć koniecznie drugą rękę wolną, specjalnie przeznaczoną do głaskania. Staramy się oczywiście poświęcać jej nawet więcej czasu niż przed porodem, wiemy, że i dla niej to nowa sytuacja. Jakaś dziwna poczwarka, która przyszła nie wiadomo skąd ukradła jej rodziców. Mimo miłości do pisklaka wiemy, że potrzebuje naszej uwagi bardziej niż kiedyś. Zabawek jeszcze nie mamy, ale już wiemy, że z pewnością będą wspólne. Łóżko, kokon i rożki już zostały przetestowane. Nie, nie mamy problemu z tym, że pies dotyka rzeczy malucha. Wszystko w granicach zdrowego rozsądku.
Jeszcze spacery! Pomińmy to, że nie jest to jeszcze moja mocna strona... No pokonuje mnie chodzenie z tym nygusem i z wózkiem, ale myślę, że chusta rozwiąże nasze problemy i pozwoli na spacery bez nerwów! Zoja uwielbia wychodzić z pisklakiem, jest przeszczęśliwa. Jak szykujemy się do wyjścia z domu to jest turbo szaleństwo, skoki, radosne odgłosy, bieganie po wszystkich pokojach, z kuchni do łazienki, z małego pokoju na kanapę w dużym. Sprawdza gdzie maluch, czy oby nie zostawimy go w domu. Jak wracamy do domu z Iwem, a Zoja tam na nas czeka, to tak samo po przyjściu jak z nami tak z małym musi się przywitać. Podsumowując, mamy to szczęście, że Zoja bardzo fajnie odebrała małego i nie musimy się zupełnie martwić o ich kontakt. Śmieję się, że mam w domu bliźniaki. Nie mogę się doczekać jak Iwo będzie większy i będą się razem bawić. 
Miał być krótki i treściwy post, a jak zaczęłam pisać to się okazało, że mam Wam tyyle do powiedzenia. Jestem ciekawa jakie Wy macie doświadczenia!!!

sobota, 11 maja 2019

Z pamiętnika ciężarówki | część 4

08/05
7 dni do terminu. Co robię żeby urodzić? Tydzień temu, zaczynając 39 tydzień ciąży, skończyłam pracować. Do końca kwietnia prowadziłam jeszcze zajęcia z dziećmi na basenie i to nie tylko z brzegu, kicałam dzielnie razem z nimi w wodzie. Oprócz tego, właśnie skończyliśmy się przeprowadzać, nie będę Wam tłumaczyć ile to pakowania, rozpakowywania, sprzątania, składania, chowania, układania oznacza. Wierzę, że choć raz w życiu sami przez to przechodziliście i lubicie to z równie mocną wzajemnością co my! Zaczęłam chodzić na siłownię. Tak, tak ja wiem, widzicie oczami wyobraźni te martwe ciągi, przysiady ze sztangą i interwały na bieżni. Mhm, chciałoby się, oj chciało! A w rzeczywistości? 30 minut na rowerku z obciążeniem z numerkiem 1, a potem 30 minut wygibasów ciążowych i rozciągania. Wiecie jaka jestem po tym zmęczona?! Nie wyobrażacie sobie nawet jaki to jest wysiłek przy tych dodatkowych kilogramach, z gościem w brzuchu, po tylu tygodniach, ba, miesiącach bez pożądanego treningu. Tak się zastanawiałam ostatnio czy jest coś, czego jakoś bardzo mi w ciąży brakuje. Tak bardzo, bardzo to nawet nie ma, aż się sama zdziwiłam. Ale jak zaczęłam myśleć to znalazło się kilka rzeczy, do których chętnie wrócę. Numer jeden - spanie na brzuchu, potem solidny, okrutny trening, ale taki żeby zalać się potem jak świnka. A potem to już takie przyziemne rzeczy jak tatar, krewetki, parmeńska i shisha. A i jeszcze te wszystkie sportowe legginsy, w które brzuch już od dawna się nie mieści, które od miesięcy płaczą z samotności, leżąc w ciemnym kącie. A i jeszcze obcinanie paznokci u stóp bez uprawiania jogi, choć pedi u kosmetyczki ostatnio całkiem przypadł mi do gustu hihi. Codziennie po kilka razy maszeruję po schodach, góra, dół, dół, góra. Już sąsiadeczki się śmieją, że chyba bardzo chcę urodzić... Nie no co Panie, marzy mi się ciąża jak u słonia (21 miesięcy)! Łykam olej z wiesiołka, piję herbatkę z liści malin. Tańczę, kręcę pupą na piłce, rozciągam się, masuję wszędzie gdzie trzeba, z niemężem przytulam. A Iwo siedzi dalej, najwyraźniej pogoda mu się nie podoba.
09/05
6 dni do terminu. Jak się czuję? Pytanie, które słyszę częściej niż cześć i dzień dobry. Pytanie, którym wita się ze mną dosłownie każdy. Czasem myślę, że oni wszyscy i Wy wszyscy to jeszcze mniej macie cierpliwości ode mnie, a myślałam, że to niemożliwe. A czuję się właśnie bardzo dobrze, znacznie lepiej niż przez ostatni czas. Praktycznie nic mnie nie boli, nigdzie mi nie strzyka, nie jest mi jakoś znacznie ciężej, śpi mi się dobrze, nie puchnę, siku nie biegam, jem normalnie. Nic nadzwyczajnego jak na ostatnie dni ciąży. Znacznie gorzej je sobie wizualizowałam. Zawsze powtarzam, że lepiej się nastawić na gorsze i być miło zaskoczonym, niż dostać obuchem w łeb, bo się miało nadzieje na bóg wie co! Brzuch rośnie i się obniża, słyszę to od każdego... Iwo wierci się jak szalony, kocham to uczucie, będę tęsknić okrutnie za tymi kopami prosto w żebra, teraz już to wiem. Bilans? Na wadze około +11, więc bosko, ja jestem zadowolona. Rozstępów brak. Cellulit jest, ale jakby mniejszy niż przed ciążą? Możliwe to?! W sumie jem więcej owoców, warzyw, piję więcej wody, więcej się smaruję, szczotkuję i masuję... Ruchu tylko znacznie mniej. Z cerą problemów nie mam, chyba że tknę coś co ma gluten, wiadomo. Faza na arbuza, truskawki, zielonego ogórka trwa w najlepsze.

10/05
5 dni do terminu. Obiecałam sobie cały dzień nic nie robić i odpocząć. Powiedziałam, że będę leżeć, kawę pić i seriale oglądać. No nawet się udało, a u mnie to niełatwe, bo szczególnie teraz na końcówce to umiejetność nic nie robienia totalnie u mnie zanikła! Dobrze, że miałam dużo do zrobienia w internetach, to jakoś mi się specjalnie czas nie dłużył. Ale takie siedzenie na zadzie to totalnie nie dla mnie. Po całym dniu nic nie robienia tak we mnie emocje wezbrały, że ryknęłam wieczorem jak bóbr z totalnie nieznanego mi powodu... No dramat! Znaczy wniosek jest jeden, że lenistwo to jednak totalnie nie dla mnie, moja głowa cierpi katusze. Jutro idę na siłownię i na zakupy, a w niedzielę jadę na działkę. A zaraz lecę wstawić pranie, wyjąć rzeczy ze zmywarki i trochę poprasować. Uf, wreszcie zrobię coś pożytecznego dla świata, od razu mi lepiej! To jest adhd czy pracoholizm?
11/05
4 dni do terminu. Czekanie to cholernie męczące zajęcie. Szczególnie jak czeka ze mną cała moja rodzina, cała rodzina mojego niemęża, wszyscy znajomi i nieznajomi, wszyscy Wy, klienci, sąsiadki i koleżanki babć... I wszyscy w kółko zadają pytanie: Czy to już? Czy Ty jeszcze nie urodziłaś? Cholernie miłe i wzruszające jak tyle ludzi czeka na to, co noszę pod sercem, na kogoś, na kogo kiedyś wydawało mi się, że czekam tylko ja jedna. Ale jak codziennie mam nadzieję, że to już, teraz, za momencik i biorąc pod uwagę, że już nie pracuję (jak 40tc można nazwać już), że siedzę w domu, robię wprawki do kury domowej, niemąż w pracy całymi dniami to oszaleć idzie jak zostaję sam na sam z tym czekaniem. Najlepiej nie myśleć, głowę czymś innym zająć, zapomnieć o tym, że to krąży, nadchodzi i zbliża się wielkimi krokami. Już się przestałam nawet bać tego porodu, na koszt tego jak bardzo chciałabym go mieć za sobą. Bo jak tak siedzę i czekam to wymyślam głupoty, czytam te internety i te miliony dziwacznych, nie zawsze super pozytywnych historii i wspomnień z porodu. No pierze mózg, w skrócie. Teraz to się doczekać nie mogę, ciekawe jak szybko po porodzie będę pakowała Iwka z powrotem tam skąd przyszedł, bo będę padała na nos ze zmęczenia, bezradności i bezsilności!

czwartek, 2 maja 2019

Torba do szpitala | 13 dni do terminu


Wreszcie jest i on! Post, o który wiele z Was pytało i wiem, że wiele z Was bardzo na niego czekało. Niekoniecznie chciałam go udostępniać jeszcze przed porodem, bo nie potrafię Wam jeszcze powiedzieć co mi się sprawdziło i czy tego wszystkiego faktycznie potrzebowałam podczas porodu i pobytu w szpitalu. Ale uznałam, że może te z Was, które rodzą jeszcze w maju zdążą z niego skorzystać, a ja zaraz po porodzie będę miała przecież możliwość nanieść jakieś swoje uwagi i poprawki. Taki post też będzie fajny. 

Dwie najważniejsze uwagi jeśli chodzi o pakowanie się do szpitala:
  1. Spakować najmniej jak tylko to możliwe.
  2. Przed pakowaniem sprawdzić jakie wymagania ma nasz szpital, często na stronie internetowej podana jest lista.

U mnie w szpitalu zalecane jest zabranie jednej dużej walizki na kółkach, która jest o niebo lepsza od miliona małych tobołków. Moja walizka wydawała mi się duża, dopóki nie zaczęłam jej pakować... Wtedy zdałam sobie sprawę, że nie będzie to wcale takie łatwe zadanie. Nie chodzi tu o ilość ubrań czy wymyślnych bajerów, ale same podkłady, pampersy, papierowe ręczniki, papier toaletowy zajmują już kupę miejsca.
Do rzeczy najbardziej przyziemnych, ale o których łatwo zapomnieć jeśli nie nosimy ich na codzień przy sobie, zaliczam dokumenty. Ja mniej więcej od połowy ciąży nie wychodzę bez karty ciąży i ostatnich badań z domu! Mam schizę, że poród zastanie mnie w najmniej spodziewanym miejscu i jakoś spokojniej czuję się mając po prostu przy sobie, tym bardziej, że nie zajmuje to dużo miejsca.
  • dowód osobisty
  • karta ciąży
  • grupa krwi
  • krew + mocz
  • ostatnie USG
  • HCV/WR/HIV/HBS
  • Posiew GBS

Część walizki poświęcona dla Oleńki. Na samym wierzchu oczywiście to, co najbardziej przyda się do porodu czyli:
  • kreacja do porodu - koszula Dolce Sono
  • Klapki Crocsy
  • woda z dzióbkiem
  • termofor z pestkami wiśni
Nad życie nie lubię spać w koszulach nocnych, nie jestem zatem znawcą w tym temacie. Na różnych mamowych grupach na FB doczytałam się, że koszule z Dolce Sono (Allegro) są tanie, bawełniane, porządne i fajnie się sprawdzają do karmienia. Kupiłam 4, zobaczymy. Przetestuję i z pewnością dam Wam znać czy się zgadzam. Zamówiłam też i szlafrok, kolejna część garderoby totalnie mi obca, ale w zestawie z koszulami prezentuje się całkiem wyjściowo haha. Za całe zamówienie zapłaciłam 170 zł, wydaje mi się, że nie jest to dużo. Wiele sklepów z ciążowymi ubraniami za tyle sprzedaje jedną koszulę, więc czuję się jak prawdziwy hunter!

    • 3x koszula do karmienia Dolce Sono
    • 2x stanik do karmienia H&M
    • szlafrok Dolce Sono
    • mały + duży ciemny ręcznik
    • 2x bawełniane majty H&M
    • skarpety
    • kosmetyczka
    Z rzeczy do kupienia w aptece i Rossmannie. Ja swoje zamówienie robiłam w Aptece Gemini, myślę, że jest to jedna z tańszych aptek internetowych, do tego asortyment ma ogromny, dostawa sprawna, szybka i nigdy nie miałam z zamówieniami najmniejszego problemu, więc szczerze mogę polecić.
    • wkładki do biustonosza Baby Ono
    • wkładki laktacyjne Medela (nie są to osłonki/kapturki)
    • 2x podkłady poporodowe Bella (w domu zostają kolejne 2)
    • podkłady higieniczne Seni 60x90cm
    • 4x majtki wielorazowe Horizon
    • 2x ręcznik papierowy
    • papier toaletowy (tak, w moim szpitalu jest na liście do zabrania)
    • Tantum Rosa
    • Lanolina Ziaja
    Kto był w szpitalu, ten wie i nie muszę mu tłumaczyć. Kto nie był, niech wierzy na słowo, że brak takich małych, drobnych rzeczy potrafi uprzykrzyć życie. Bo jak zjeść obiad nie posiadając widelca? Albo co zrobić jak zgubi się jedna, jedyna gumka do włosów? A jak miło jest napić się swojej ulubionej herbaty ze swojego ulubionego kubka?
    • żelki, krówki, owoce w tubce
    • pomadka
    • 2x gumka do włosów
    • kubek + herbata/ziółka
    • sztućce
    • ładowarka
    • powerbank
    • słuchawki

    Dla Pana Iwa najważniejsze do spakowania zdecydowanie są ubranka. Spędzają sen z powiek i zaprzątają głowę każdej przyszłej matce przez tygodnie. Jaki rozmiar zabrać do szpitala? Wziąć tylko jeden rozmiar, dwa, a może trzy dla bezpieczeństwa? Body na krótki rękaw czy na długi? Ubranka przez głowę czy kopertowe? Pajace czy jednak półśpiochy? A w ogóle co to do cholery są te półśpiochy?! Luz, ja też na początku bałam się za to zabierać, bo nie wiedziałam co się z czym je.
    • pierwsze ubranko: pajac + bodziak na krótki rękaw 56 + czapka + skarpety 
    • 2x pajac + bodziak na krótki rękaw 56
    • 1x pajac + bodziak na krótki rękaw 50
    • czapeczka niewiązana
    • skarpetki
    Ubranka mamy zatem załatwione, zostało jeszcze kilka niezbędnych rzeczy. W domu zostaje oczywiście wiele innych kompletów, które w każdej chwili można dowieźć. Nie mieszkamy 500 km od szpitala, nie będę też rodziła sama. Wychodzę z założenia, że zawsze można coś dowieźć, nie muszę być przygotowana na każdą ewentualność, zważywszy na to, że walizka niewielka, a do domu blisko. Co tam jeszcze?
    • 5x pieluszka tetrowa Motherhood
    • 3x pieluszka flanelowa Motherhood
    • kocyk Lullalove
    • rożek Lullalove
    • ręcznik na wypadek kupy po uszy
    • butelka + smoczek
    • paczka pieluch Dada
    • mokre chusteczki WaterWipes
    • maść Linomag

    Na szkole rodzenia poradzili nam żeby i dla taty przygotować kilka rzeczy, bo nie wiadomo do końca w jakich okolicznościach i jego zastanie poród. Czy nie będzie na przykład na służbowym spotkaniu w pantoflach i pod krawatem.
    • koszulka
    • spodnie dresowe
    • klapki
    • kubraczek - do kupienia w rejestracji
    • jedzenie + picie
    • drobniaki do automatu

    W aucie czeka zgrzewka wody i laktator. A w domu fotelik z ubrankami na wyjście dla bąbla i ciuchy dla mnie. Myślę, że lepiej przygotować wcześniej szczególnie ubranie dla siebie, co by nie dostać od cudownego, rozgarniętego męża/niemęża na przykład jeansów sprzed ciąży w prezencie do ubrania tuż po porodzie... Albo innego wdzianka, w które za żadne skarby świata od 9 miesięcy nie wchodziła nam nawet jedna raciczka...
    Nie wiem czy to wszystko, mam nadzieję, że tak. Jeśli macie jakieś sugestie albo pytania to śmiało piszcie.

    czwartek, 18 kwietnia 2019

    Czy to już? | 27 dni do terminu

    Zaczęliśmy wczoraj 37 tydzień. Postanowiłam napisać post, bo nie mam już pewności, że dotrwam do kolejnego podsumowania za tydzień i to dzisiejsze może okazać się być tym ostatnim... Jej, chyba nie chcę wierzyć w to co właśnie sama napisałam! Nie mam podstaw żeby myśleć, że urodzę tutaj, zaraz, żebyście się nie martwili na zapas. Ale już wszyscy z każdej strony mnie straszą, to akurat mnie złości, a w ciąży raczej nie byłam za specjalnie wrażliwa na czyjeś gadanie. 
    „Ojej, 37 tydzień to już możesz zacząć rodzic w każdej chwili!” „Oh, 9 miesiąc, to już lada dzień będzie dzidzia?” „Teraz to już nie znasz ani dnia ani godziny.” Nie no pewnie, usiądę i będę czekała grzecznie nic nie robiąc aż nastanie ten moment.
    A no właśnie, a ja dalej pracuję. Chociaż lekarz prowadzący na ostatniej wizycie się odgrażał, że z początkiem 38 tygodnia wystawi mi absolutny zakaz pracowania i mam już sobie odpuścić. Niełatwo mi się pracuje, powiem szczerze, bo bardzo mnie to męczy. Ale!!! Jestem wdzięczna, że mam cały czas taką możliwość, bo wychodzę do ludzi, muszę się ruszyć, zmobilizować, zmotywować i zawsze jakaś kasa też wpadnie. Do tego zajęcia z dzieciakami dają mi niezmiennie dużo radości, pozytywnej energii i takiego kopa, który myślę niejednej ciężarnej by się przydał. Dzięki temu, że całe dnie jestem w ruchu na wadze mam dalej nie więcej jak 9kg na plusie. Czyli tyle...ile od jakiś 2 miesięcy? Ciekawe to jest, nie spodziewałam się zupełnie takiego obrotu spraw. Chciałam nie przytyć więcej jak 15, ale wiecie, jeszcze 4 tygodnie przede mną, wszystko może się zdarzyć!
    Jeśli chodzi o samopoczucie to czujemy się gorzej niż w zeszłym tygodniu. Mam nawet wrażenie, że z dnia na dzień przybywa mi dolegliwości... Już nawet jak ktoś mnie pyta jak się czuję, a pyta się o to dosłownie każdy, to już nie odpowiadam grzecznie „Dobrze, dziękuję.” bo już serio zaczyna być ciężko. Do bólu krocza i spojenia, doszły pachwiny. Oprócz tego od 4 dni pojawiają się krótkie, kłujące skurcze, to akurat totalna nowość. Turbo, ekstra, mega zgaga razy miliard, która powoduje aż bóle głowy, powraca dzień w dzień. Dzięki Ci ciążowy bożku, że czuwasz nade mną i Reni pomaga za każdym razem! Nie boli za to kręgosłup, dalej nie biegam siku co chwila i nie zajadam lodów po nocach. Jem normalnie, ale nie mam apetytu na nic konkretnego, zachcianki na poziomie -5, faza na słodkie na poziomie 0. Ochotę za to mam na frytki, zupełnie jak w pierwszym trymestrze kiedy ziemniaki i frytki mogłabym jeść na każdy posiłek.
     Dalej nie boję się porodu i bólu, jestem ciekawa i nie mogę doczekać się aż będę mogła sprawdzić siebie, swoją psychikę. Jestem tak strasznie ciekawa jak ja sobie poradzę z takim wyzwaniem, zmęczeniem, bólem, czymś totalnie nowym i dla mojej głowy i dla mojego ciała. Chłopak dalej się kręci i kopie, strasznie będę za tym tęskniła. Piję ogromne ilości wody, nie ruszam się z domu nawet na 10 minut bez butli z wodą, a wbrew pozorom wcale nie siusiam tak dużo. Dziś pierwszy raz zauważyłam spuchnięte kostki, ale przyznać się muszę, że ostatnie 2-3 tygodnie to ganiam jak szalona, że nie mam chwili na odpoczynek i poleżenie. Dużo zawdzięczamy przeprowadzce, nie mam czasu leżeć i użalać się nad sobą. Mimo tych wszystkich dolegliwości to daję radę cały dzień pociągnąć z uśmiechem i gracją, bo z energią to wieczorami już bywa cienko. Są dni kiedy chciałabym urodzić i mieć to za sobą, i poród i ciążowe dolegliwości. Ale są i takie, kiedy zdecydowanie wirtualnie zmieniam sobie datę porodu i odkładam to jak najbardziej w czasie żeby tylko się nie wydarzyło. 
    Przeważnie wygląda to tak: rano uwielbiam być w ciąży, kocham swój brzuszek, czuję się cudownie, zgrabnie i zwiewnie niczym sarenka. Wieczorem natomiast błagam żeby to wszystko się już skończyło, bo tu mnie kłuje, tam ciągnie, tu boli, nie mam siły, humoru i zabijam wzrokiem, płaczę bez powodu, nie mam apetytu i jestem leniwym warzywem. Ciekawe ile jeszcze...

    Zdjęcia: Monika Bienik

    wtorek, 9 kwietnia 2019

    3 powody, dla których ciąża jest super | 36 dni do terminu

    Tylko 3 powody? A no tylko, bo o tym, że można się najadać do woli, leżeć bezkarnie plackiem, wyręczać się innymi, tłumaczyć wszystko hormonami i słodko nic nie robić, to raczej u mnie nie przeczytacie! ;) Jasne, że pierwszy trymestr i zagrożona ciąża to zupełnie inny temat, więc proszę bez nerwów. To jest tylko moja perspektywa i moje spojrzenie na ostatnie 8 miesięcy. A pięknych włosów, twardych paznokci i jędrnych piersi udaję, że nie widzę, co by mi podwójnie smutno zaraz nie było!
    1
    Jesteś w centrum zainteresowania gdzie tylko nie pójdziesz. Każdy pyta jak się czujesz, chwali jak ślicznie wyglądasz, jak pięknie rośnie brzuszek, w czym ci pomóc, jak ci pomóc i kiedy ci pomóc. Wszyscy wypytują o wyprawkę, szpital, plany, pomysły, zakupy, śpioszki, wózki, foteliki, zapasy. Jest to szalenie miłe, nawet jeśli robią to tylko przez grzeczność i nie zawsze jest to do końca szczere. Nigdy w życiu nie byłam i z pewnością już nigdy nie będę tak bardzo w centrum uwagi swojej rodziny i znajomych. Umówmy się, później, po porodzie mama jednak schodzi na dalszy plan, zostaje skopana z piedestału przez małe, pachnące stópeczki i na tronie zasiada mini książę, teraz to jemu wolno wszystko i teraz już wszyscy będą pytać "co u Iwka?".
    2
    Nigdy tak dumnie nie chodziłam z wypiętym brzuchem jak przez ostatnie 8 miesięcy. Nie muszę go wciągać, zastanawiać się czy wypada założyć to czy tamto, udawać, że jestem bardziej w formie niż w rzeczywistości, chować boczków i drugich podbródków. Im obciślejsza sukienka czy koszulka tym brzuszek lepiej wygląda, no bosko. To jest jedyny moment w życiu kiedy ktoś chwali cię, że masz duży brzuch i że rośniesz w oczach. Dla mnie na początku wydawało się to dziwne jak każdy się cieszył już na odległość jak tylko zauważył, że brzuszek jest większy niż jak ostatnio się widzieliśmy. Przywykłam, sprawia mi to niesamowicie dużo frajdy, że inni mają z tego taką radochę.

    3
    Na świecie pojawi się nowy człowiek i to będzie mój człowiek. Rozumiecie...? Bo ja nie do końca. To będzie ktoś, kogo będę miała już po ostatnie dni swojego życia. Ktoś, komu będę mogła przekazać niesamowite pokłady nie tylko czułości i miłości, ale wiedzy, doświadczenia i ogromną ilość energii. Pojawi się mała istota, która nosi w sobie trochę moich genów, cech i charakteru, ale będzie miała ich tyle samo, ile od człowieka, którego kocham nad życie, który właśnie za kilkanaście dni zostanie tatą... Ja się wzruszam, nie wiem jak Wy! On będzie mój. Czy by się waliło czy paliło, czy życie mi się wywróci do góry nogami, to zawsze będę go miała przy sobie, zawsze już będę miała syna! Jej...

    Zdjęcia: Monika Bienik

    sobota, 6 kwietnia 2019

    Czy boję się porodu? | 38 dni do godziny zero

    Właśnie! Czy boję się porodu? 
    Ciężkie pytanie, bo trudno jest mi udzielić jednej odpowiedzi. Ogólnie nie boję się, nie mam obaw, nie zaprzątam sobie tym codziennie głowy, nie śni mi się po nocach, nie wymyślam ośmiu wariantów, nie przeżywam tego po kilka razy dziennie. Nie myślę o porodzie, bólu, wysiłku, porodówce, położnej, cesarce, szyciu krocza jako o czymś strasznym. Nie mam też oczekiwań i nie planuję jak się zakończy, ile będzie trwał, czy będę tańczyła, leżała, skakała na piłce czy chodziła po ścianach. Tego nie da się po prostu przewidzieć i założyć z góry siedząc wygodnie na kanapie, nie wiem co najlepiej sprawdzi się jak faktycznie będzie bolało. Chyba oswoiłam na tyle temat i mam świadomość co może mnie spotkać, wiem, że będzie ciężko, że będę wyć, krzyczeć, płakać i przeklinać, że zachciało mi się dzieci. Ale wiem, że taka jest kolej rzeczy, że tak musi być, że natura tak to wymyśliła, że muszę dać radę. Pewnie, że przychodzą takie momenty zwątpienia, nie chcę porodu, chcę odsunąć go jak najbardziej w czasie. A najlepiej użyć w aplikacji guzika "zmień datę porodu", uciec i udawać, że wcale ta ciąża mnie nie dotyczy, że wcale się nie kończy, że nie będę musiała urodzić. Cholera, przecież jeszcze niedawno do porodu miałam tyle czasu?! Gdzie się podziały te wszystkie tygodnie...
    Do godziny zero zostało mi już tylko 38 dni... I jest coś, czego się boję! Boję się, że wszystko zacznie się z zaskoczenia, że nie będę przygotowana, że nic nie będzie gotowe, że ja ciągle będę przekonana, że mam jeszcze tyyyle czasu. Bardzo, ale to bardzo chciałabym tylko poznać prawdziwą datę porodu. Wiedziałabym ile mam czasu, na kiedy się przygotować, na kiedy spakować torbę. Wiecie, trochę jak z wyjazdem na wakacje. Kupujecie wycieczkę, cieszycie się jak dziecko, chcecie się dobrze przyszykować, zapakować ulubione sukienki, odliczać dni i cieszyć się, że wyjazd się zbliża. Ale jest jeden haczyk, nie znacie daty wyjazdu. Może jutro, a może za 50 dni... To trochę jak z porodem! Czy nie byłoby łatwiej i przyjemniej po prostu wiedzieć?! Czy ktoś ma taką opcję w swojej ciążowej aplikacji? "Pokaż datę porodu" oooo, albo lepiej "zaplanuj poród"?
    Od kilku dni mam fioła i szykuję wszystko do szpitala, chcę mieć spokojną głowę, że torba na mnie czeka, że jak tylko się zacznie to wsiadam w auto i lecę. Odetchnę z ulgą jak postawię ją sobie w przedpokoju i będzie tam grzecznie stała jak najdłużej. Planujemy rodzić z prywatną, indywidualną opieką położnej, więc o to czy jechać i kiedy ruszać zupełnie się nie martwię, bo wiem, że mam pod telefonem cudowną osobę, która powie mi co robić w tym najbardziej nerwowym momencie. 

    środa, 3 kwietnia 2019

    Brzuszkowa sesja zdjęciowa | 6 tygodni do terminu

    Zawsze marzyła mi się brzuszkowa sesja zdjęciowa w zwiewnej sukni do samej ziemi! Wiecie jak bardzo lubię zdjęcia i jak dużą mają one dla mnie wartość. Nie ma po prostu lepszego sposobu na utrwalenie ulotnych chwil, cudownych przeżyć, nic tak nie przywołuje wspomnień. Na zdjęciach jestem pod koniec 34 tygodnia ciąży, ten czas pędzi jak oszalały. Oznacza, że do terminu porodu zostało nie mniej, nie więcej jak 6 tygodni... Kończyć ciążę na wiosnę to najpiękniejszy prezent od losu. Wszystko budzi się do życia, dzień jest coraz dłuższy, cały czas jest jasno, ciepło, słonecznie, pozytywnie. Z okazji 1 kwietnia, podczas sesji, trafiło nam się cudowne słońce, temperatura w prawdzie nie rozpieszczała, za to rano w parku były totalne pustki, aż chciało się spacerować i odkrywać te piękne, zadbane alejki, w których już zaczęła pojawiać się zieleń, no bajka. 
    Iwek, siedź tam sobie jeszcze grzecznie przez jakiś czas! Bo starzy mają jeszcze trochę do zrobienia zanim się pojawisz. Rośnij sobie, tylko nie za bardzo, bo wiesz... potem dasz matce nieźle popalić jak źle wykalkulujesz i podrośniesz za dużo. Jak Ty sobie wtedy wyobrażasz przeciskanie się na świat?! Wyprawka już na Ciebie grzecznie czeka naszykowana, ale mama nie ma jeszcze gotowej torby do porodu, więc wstrzymaj się. Poza tym dla Twojego zdrówka i tak lepiej jak posiedzisz w brzuchu jak najdłużej. Aa, rodzice jeszcze coś wspominali o przeprowadzce, uwierz, nie chcesz brać w tym udziału! Chowaj się najgłębiej jak tylko potrafisz i nawet nie wyściubiaj nosa zanim ta cała akcja nie zakończy się sukcesem. Nie próbuj być mądrzejszy i nie sprawdzaj na własnej skórze dlaczego nikt nie lubi przeprowadzek... Trzymaj się chłopie! W poniedziałek wizyta i doktor znowu będzie zaglądał Ci między nogi, olaboga, ile można?! Lepiej ułóż się grzecznie do tego czasu głową w dół jak mama Cię pięknie prosi, bo znowu będzie się martwić i wymyślać głupoty. Ja też Cię proszę, nikt z nas nie chce przecież tego słuchać!
    Zdjęcia: Monika Wasko
    Monika, dziękuję za śliczne zdjęcia, mogłabym Cię mieć na stałe przy sobie żebyś całe moje życie dokumentowała w tak cudowny sposób!