poniedziałek, 17 września 2018

Wyjazd na Bali | Q&A

Wybaczcie, że kazałam Wam tyle czekać, ale jakoś nie mogłam się zabrać za ten post. Ale udało się! Zapraszam do czytania. Wszystkie pytania dostałam od Was na Instagramie odnośnie naszego ostatniego wyjazdu do Indonezji. Wyjazd trwał równo 14 dni, byliśmy na Komodo, Flores, Rinca i Bali. 

Przez jakie biuro organizowaliśmy wyjazd?
Wszystko organizowaliśmy sami, takie wyjazdy są najlepsze! Loty kupiliśmy w lutym, hotele finalnie zarezerwowaliśmy przez internet w lipcu, transport organizowaliśmy na miejscu. Reszta tak jak na każdym innym wyjeździe. Wiem, że dużo osób ma obawy przed samodzielnym organizowaniem wyjazdów, wakacjami bez biura podróży, profesjonalnej opieki oraz tego, że w razie jakichkolwiek kłopotów, niepowodzeń, chorób, wypadków, opóźnień można liczyć na wsparcie. Dla mnie samodzielne organizowanie wyjazdów to niesamowite wyzwanie, wieloetapowe zadanie, które sprawia mnóstwo frajdy i satysfakcji.
Jak wyglądał nasz lot? 
Lecieliśmy z Warszawy do Singapuru LOTem, około 12h. Z Singapuru liniami AirAsia, a z Bali na Flores z lotniska krajowego, na którym koczowaliśmy jakieś 10h. W sumie podróż zajęła nam około 35 godzin, mój życiowy rekord. Droga powrotna była szybsza, łatwiejsza i przyjemniejsza, bo ruszaliśmy już z Bali liniami Scoot, a z Singapuru już prosto do Warszawy LOTem. Jedyna przeszkoda to fakt, że na lotnisku w Singapurze czekaliśmy 7h na kolejny samolot...
Lubię latać, uwielbiam! Więc nie jestem wiarygodna w ocenie takich podróży, mogłabym latać całymi dniami. Jedyne czego nie lubię to przesiadki i długie oczekiwanie na kolejny lot, jest to bardzo męczące. Na trasie z Warszawy do Singapuru i z powrotem mieliśmy dwa posiłki i napoje bez ograniczeń, na lotnisku w Singapurze w obie strony zjedliśmy spory obiad, do tego mieliśmy zawsze przy sobie jakieś drobne przekąski na czarną godzinę i powiem Wam, że w kwestii jedzeniowej udało nam się nieźle przeżyć tyle godzin w podróży.
Czy był problem z wymianą na balijską walutę?
Balijska waluta czyli rupia indonezyjska sama w sobie jest dość zabawna, znaczy nie sama waluta, a jej wartość. Najzwyczajniej w świecie każdy Indonezyjczyk i każdy turysta odwiedzający Indonezję jest milionerem!!! Milion rupii to w przybliżeniu 250 złotych. Problemu z wymianą pieniędzy nie ma, wręcz na ulicach atakowały nas z każdej strony kantory. Na przykład w Kucie co drugi straganik miał swój mały kantor. Jeśli nie wybierasz się w turystyczne rejony pieniądze zawsze można wymienić na lotnisku, kurs już nie jest tak korzystny, ale lepsze to niż nic. Ah no i zabraliśmy ze sobą dolary i euro, złotówek nie da się wymienić!
Co ze sobą zabrać? 
Przede wszystkim paszport, pieniądze, ubezpieczenie, bikini, dużo sukienek, japonki, kapelusz, okulary przeciwsłoneczne, krem z filtrem, metalowe słomki, dobry humor i nic więcej nie potrzeba! Nie zabierałam niczego specjalnego, czego nie wzięłabym na każde inne wakacje. Może to i jest koniec świata, ale jest cywilizacja. Jeśli skończy Ci się szampon, to bez obaw, nie będziesz musiała chodzić całe wakacje z brudną głową! Jak nastawiasz się na zakupy, to pamiętaj żeby zostawić sobie pare kilogramów zapasu w walizce, żeby nie dopłacać potem w drodze powrotnej za nadbagaż.
Jak zorganizować samemu taką wyprawę, od czego zacząć planowanie?
Planowanie zdecydowanie najlepiej jest zacząć od znalezienia i kupienia najtańszych albo najbardziej odpowiadających nam lotów. Jest to z pewnością najdroższy element takiego wyjazdu. Jeśli możesz dostosować swój urlop do tanich lotów, okazji cenowych, przecen i promocji, tym lepiej dla Ciebie! My niestety mieliśmy jedynie dwa tygodnie wolnego w konkretnym terminie i do tego musieliśmy dopasować loty, stąd nie wyszło to wcale korzystnie cenowo, ale coś za coś, mogliśmy przecież wcale nie lecieć! Jeśli masz już bilety to najwyższa pora odpowiedzieć sobie na kilka zasadniczych pytań. Ile pieniędzy masz do wydania? Co chcesz robić? Zwiedzać czy odpoczywać? Czy chcesz cały pobyt spędzić w jednym miejscu? Czy chcesz mieszkać nad morzem czy wgłąb lądu? Czy chcesz wybrać się na wycieczkę na inną wyspę? Czym chcecie się przemieszczać? Jakie macie wymagania względem hotelu? Basen, śniadania, klimatyzacja, bar? Może hostel? Pytań jest milion! Trzeba usiąść na spokojnie i zastanowić się czego chcesz, na czym najbardziej Ci zależy i na co Cię stać!
Jakie są koszty takiego wyjazdu?
Za dwie osoby na dwa tygodnie wydaliśmy koło 13 tysięcy, z czego około 6 tysięcy to były przeloty, a około 4 tysiące kosztowało nas safari i nurkowanie. Dla jednych duzo, dla innych mało, nad tym nie ma co się rozwodzić. Jedliśmy dwa razy dziennie w lokalnych restauracjach, wieczorem piliśmy piwko, drinki, na plaży kupowaliśmy kokosy, kukurydzę i kurczaka z grilla, przywieźliśmy dosłownie kilka pamiątek i jedliśmy na lotnisku jeśli bylismy głodni. Żyliśmy dość oszczędnie, jedzenie w Indonezji jest bardzo tanie, alkohol bardzo, bardzo drogi w porównaniu do jedzenia. Przykładowo ryż smażony z kurczakiem, którym najadałam się na pół dnia kosztował 7zł, tyle samo co 0,5l piwa, a butelka bardzo słabej jakości whiskey w sklepie obok hotelu kosztowała koło 100 zł.
Co można zjeść, a czego po prostu trzeba spróbować?
Rodzaj restauracji bardzo zależy od tego gdzie się wybieracie. Na przykład w Kucie trafienie na klasyczne indonezyjskie jedzenie zajęło nam mnostwo czasu i znaleźliśmy i tak tylko jedną, która nam psowała! Za to pizzerii i knajp z burgerami było więcej niż w naszym centrum handlowym. Ale jak pojechaliśmy do Uluwatu to repertuar zmienił się diametralnie, bardziej swojskie, mniej turystyczne okolice i miejsc, gdzie jedzą miejscowi i turyści bardziej ceniący balijskie klimaty pojawiło się o wiele, wiele więcej. Tam można było zjeść przede wszystkim smażony ryż i makaron na tysiące sposobów, sajgonki, przeróżne zupy (wywar+mięsko+makaron), no i oczywiście owoce morza w każdej ilości, formie i różnorodności. I to jest właśnie to, co według mnie trzeba tam zjeść!
Miejsca w których mieszkałam, jak szukałam, czy polecam i na co zwrócić uwagę?
Hoteli szukałam przez booking. W Kucie najbardziej zależało nam żeby być w centrum, w hotelu z basenem, klimatyzacją, w formie bungalowów, blisko plaży. Te wszystkie opcje można zaznaczyć w wyszukiwarce, a potem to już kwestia gustu, lokalizacji, oglądania zdjęć i co się komu podoba. Ah, no i oczywiście podstawowa kwestia - kasa! Szukałam czegoś taniego, bez luksusów, w końcu w hotelu spędzaliśmy tylko klika chwil. Musicie wziąć jednak pod uwagę, że rzeczywistość lubi się znacząco różnic od zdjęć i to, że im więcej osób wyjeżdża, tym trudniej o jednomyślność przy wyborze hotelu. Na co zwrócić uwagę? Hm, dla mnie chyba najważniejsze są opinie ludzi, które można sprawdzić na bookingu, ale też w wielu innych miejscach. Im więcej opinii tym lepiej, bo to oznacza, że jeździ tam dużo ludzi i średnia ocena jest wiarygodna.
W Kucie wybraliśmy Easy Surf Camp, który widzicie na zdjęciu powyżej. W Uluwatu zdecydowaliśmy się po długich dyskusjach na My Dream Resort & Spa i nie żałujemy. Oba hotele polecam, zdjęcia trochę podkręcone, ale jak na swoją cenę to jakość adekwatna, pojechałabym drugi raz.
A pierwsze 5 dni spędziliśmy na łodzi w postaci safari nurkowego, absolutnie najcudowniejsze chwile podczas całego wyjazdu! Niczego nie szukałam, bo właścicielką łodzi i organizatorem jest znajoma Ola (tutaj macie link). Pływaliśmy pomiędzy Komodo, Flores i Rinca. Nurkowaliśmy trzy razy dziennie, mieliśmy trzy posiłki, desery i podwieczorki, każdy miał swoją kajutę z klimatyzacją i łazienką. Oglądaliśmy żółwie, rekiny, manty, zachody słońca, bezludne wyspy, malownicze plaże i miejscowych na małych, biednych łóżeczkach łowiących wszystko, co nadaje się do jedzenia. O nurkowaniu planuję osobny post, stąd brak zdjęć spod wody!
Relacja z wyjazdu cały czas jest do obejrzenia w wyróżnionych na moim Instagramie, a jeśli macie jeszcze jakieś pytania to bardzo chętnie odpowiem!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz